Add to Wishlist
Wybrane legendy o Karkonoskim Duchu Gór
Publisher: Wydawnictwo AD REM
49,00 zł z
Książka
Wysyłka zazwyczaj w ciągu 24h
Bezpieczna płatność
Category:
Książki
Ponad dwadzieścia legend o Duchu Gór, wybranych przez Autora i przedstawionych w nowej, literackiej formie. Nie są to legendy nowe, ale oparte na dawnych przekazach, opisują życie w Karkonoszach i piękno górskiej przyrody. Duch Gór w legendach „uosabia nasze lęki wobec dzikiej przyrody, a przede wszystkim wyobrażenia o prawdziwej ludzkiej naturze, którą najbardziej wyraźnie daje się dostrzec i właściwie ocenić w surowych górskich warunkach.” (lubimyczytac.pl)
Informacje dodatkowe
| Oprawa | twarda,szyto-klejona |
|---|---|
| Ilość stron | 68 |
| Rok wydania | 2024, wydanie II |
Podobne produkty
Karkonoskie kolorowanki. Zamki i Pałace w Kotlinie Jeleniogórskiej
15,00 zł z
Rysunki najpiękniejszych zabytków Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej i ciekawostki dla najmłodszych
Karkonoskie kolorowanki. Zamki i Pałace w Kotlinie Jeleniogórskiej
15,00 zł z
Rysunki najpiękniejszych zabytków Doliny Pałaców i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej i ciekawostki dla najmłodszych
De re metallica libri XII Georgius Agricola. O górnictwie i hutnictwie. Dwanaście ksiąg
70,00 zł z
Książka w języku polskim.
Ze wstępu
Georgius Agricola, a właściwie Georg Bauer (Pauer), urodził się 24 marca 1494 r. w Glauchau w Saksonii. Studia rozpoczął w Lipsku, później uczył w Zwickau (1518–1522). Od 1524 r. we Włoszech, najpierw w Wenecji, później studiował w Bolonii i Padwie. W latach 1527–1531 był lekarzem górniczym w Jachymowie (Joachimsthal) w Czechach. Od 1531 r. mieszkał w Chemnitz, gdzie był lekarzem i burmistrzem. Zmarł 21 listopada 1555 r. Pracując w Jachymowie, zapoznał się z górnictwem praktycznie, co zaowocowało licznymi pracami, które na ten temat napisał: w 1545 r. De natura eorum quae effhunt ex terra, w 1546 r. De natura fossilium, De veteribus et novis metallis i Verum metallicarum interpretatio, w 1548 r. De animatibus subterraneis, a w 1550 r., w 12 tygodni, ukończył swoje najsłynniejsze dzieło De re metallica. Tę ostatnią pracę wydano po łacinie, w Bazylei w 1556 r. Oprócz wspaniałych opisów zawierała 273 drzeworyty, doskonale ilustrujące narzędzia i pracę ówczesnych górników. Dzieło było tak ważne dla ludzi zajmujących się górnictwem i hutnictwem, że już w 1557 r. ukazało się w języku niemieckim, w przekładzie Filipa Becha, a pod koniec XVI w. w języku włoskim. Jako swego rodzaju podręcznik, było ciągle wznawiane (m.in. w 1657 r.). Jedno z takich wydań polecił zakupić do swojej biblioteki król polski Zygmunt August. Zachował się rachunek, według którego za 2 zł i 21 groszy nabył je dla władcy Just Ludwik Dejc (Decjusz).
De re metallica libri XII Georgius Agricola. O górnictwie i hutnictwie. Dwanaście ksiąg
70,00 zł z
Książka w języku polskim.
Ze wstępu
Georgius Agricola, a właściwie Georg Bauer (Pauer), urodził się 24 marca 1494 r. w Glauchau w Saksonii. Studia rozpoczął w Lipsku, później uczył w Zwickau (1518–1522). Od 1524 r. we Włoszech, najpierw w Wenecji, później studiował w Bolonii i Padwie. W latach 1527–1531 był lekarzem górniczym w Jachymowie (Joachimsthal) w Czechach. Od 1531 r. mieszkał w Chemnitz, gdzie był lekarzem i burmistrzem. Zmarł 21 listopada 1555 r. Pracując w Jachymowie, zapoznał się z górnictwem praktycznie, co zaowocowało licznymi pracami, które na ten temat napisał: w 1545 r. De natura eorum quae effhunt ex terra, w 1546 r. De natura fossilium, De veteribus et novis metallis i Verum metallicarum interpretatio, w 1548 r. De animatibus subterraneis, a w 1550 r., w 12 tygodni, ukończył swoje najsłynniejsze dzieło De re metallica. Tę ostatnią pracę wydano po łacinie, w Bazylei w 1556 r. Oprócz wspaniałych opisów zawierała 273 drzeworyty, doskonale ilustrujące narzędzia i pracę ówczesnych górników. Dzieło było tak ważne dla ludzi zajmujących się górnictwem i hutnictwem, że już w 1557 r. ukazało się w języku niemieckim, w przekładzie Filipa Becha, a pod koniec XVI w. w języku włoskim. Jako swego rodzaju podręcznik, było ciągle wznawiane (m.in. w 1657 r.). Jedno z takich wydań polecił zakupić do swojej biblioteki król polski Zygmunt August. Zachował się rachunek, według którego za 2 zł i 21 groszy nabył je dla władcy Just Ludwik Dejc (Decjusz).
Góry, jakich świat nie widział
59,00 zł z
Zbiór opowieści o Górach Olbrzymich, opowieści, które bardziej „się napisały” niż zostały napisane. Część z nich oparta jest na dawnych podaniach, jednak oglądanych na nowo, z perspektywy dotąd nieznanej, a część urodziła się samoistnie, wyszeptana przez karkonoski wiatr i tylko przez Autorkę zapisana. Baśniowa przyroda, historyczne zdarzenia, nadprzyrodzone zjawiska, legendarne postacie z Duchem Gór na czele tworzą mieszankę pełną czaru, grozy i niedopowiedzeń. Bo Karkonosze, choć niewysokie, to owiane osobliwą tajemnicą, inaczej pisać o sobie nie pozwalają.
Ilustracje do książki wykonał Andrzej Boj-Wojtowicz.
(…) w tej księdze wyobraźnia jest wolna; zwierzęta mogą mówić, kamienie ożywają, Księżyc jest kochankiem Ziemi, Góry pojawiają się nagle, podniesione jednym szczerym pragnieniem, wnętrze ziemi jaśnieje od cudownych skarbów, zamknięte w sobie skały wypełnione są myślami i uczuciami tak szczelnie, że tylko na pozór wydają się milczące, a w zakamarkach kosodrzewiny, grotach u bram wodospadów, kwiatach, dzikich jarach pełnych paproci, wystrojonych w perły z kropel rosy, żyją rusałki i duszki, których szept i śmiech roznosi ten wiecznie natchniony włóczęga wiatr.
Opowiem Ci świat, który choć pełen tajemnic, jest oswojony, bliski, dobry i pełen sensu, świat, w którym intuicja, że tak jest w istocie, nie jest szaleństwem, lecz drogocennym i świętym Prawem.
(…)
Nikt nie wie zatem, jaki naprawdę jest świat.
Dlatego, jeśli pojawia się w nim Duch Gór, to znaczy, że być w nim musi, że jest jakimś kluczem, wytrychem, z pomocą którego możemy dotrzeć tam, gdzie inaczej nigdy byśmy nie dotarli, pozostając odarci nawet z wyobrażenia, co też znajduje się we wnętrzu kwiatu bądź skały, a ostatecznie przecież odarci z tego, co znajduje się na dnie ludzkiej Duszy.
Więc chodź, zabiorę Cię tam, gdzie dotrzeć nie można, a jednak można.
Ze WstępuGóry, jakich świat nie widział
59,00 zł z
Zbiór opowieści o Górach Olbrzymich, opowieści, które bardziej „się napisały” niż zostały napisane. Część z nich oparta jest na dawnych podaniach, jednak oglądanych na nowo, z perspektywy dotąd nieznanej, a część urodziła się samoistnie, wyszeptana przez karkonoski wiatr i tylko przez Autorkę zapisana. Baśniowa przyroda, historyczne zdarzenia, nadprzyrodzone zjawiska, legendarne postacie z Duchem Gór na czele tworzą mieszankę pełną czaru, grozy i niedopowiedzeń. Bo Karkonosze, choć niewysokie, to owiane osobliwą tajemnicą, inaczej pisać o sobie nie pozwalają.
Ilustracje do książki wykonał Andrzej Boj-Wojtowicz.
(…) w tej księdze wyobraźnia jest wolna; zwierzęta mogą mówić, kamienie ożywają, Księżyc jest kochankiem Ziemi, Góry pojawiają się nagle, podniesione jednym szczerym pragnieniem, wnętrze ziemi jaśnieje od cudownych skarbów, zamknięte w sobie skały wypełnione są myślami i uczuciami tak szczelnie, że tylko na pozór wydają się milczące, a w zakamarkach kosodrzewiny, grotach u bram wodospadów, kwiatach, dzikich jarach pełnych paproci, wystrojonych w perły z kropel rosy, żyją rusałki i duszki, których szept i śmiech roznosi ten wiecznie natchniony włóczęga wiatr.
Opowiem Ci świat, który choć pełen tajemnic, jest oswojony, bliski, dobry i pełen sensu, świat, w którym intuicja, że tak jest w istocie, nie jest szaleństwem, lecz drogocennym i świętym Prawem.
(…)
Nikt nie wie zatem, jaki naprawdę jest świat.
Dlatego, jeśli pojawia się w nim Duch Gór, to znaczy, że być w nim musi, że jest jakimś kluczem, wytrychem, z pomocą którego możemy dotrzeć tam, gdzie inaczej nigdy byśmy nie dotarli, pozostając odarci nawet z wyobrażenia, co też znajduje się we wnętrzu kwiatu bądź skały, a ostatecznie przecież odarci z tego, co znajduje się na dnie ludzkiej Duszy.
Więc chodź, zabiorę Cię tam, gdzie dotrzeć nie można, a jednak można.
Ze WstępuMoja podróż po ojczyźnie: z Turyngii w Góry Olbrzymie aż po źródła Łaby i przez Czechy w Góry Kruszcowe
72,00 zł z
Książka stanowi relację z wyprawy odbytej przez „dziadka współczesnej gimnastyki” Johanna Christopha Friedricha GutsMuthsa (1759–1839) w towarzystwie grupy uczniów w 1796 roku. Wraz z autorem odwiedzimy m.in. Bolesławiec, Świeradów, Szklarską Porębę, Cieplice, Jelenią Górę, Adršpach, Hostinné, Turnov, Pragę, Teplice i Freiburg, a także powędrujemy przez Góry Izerskie i Karkonosze, poznając ich mieszkańców i zakątki niedostępne dziś dla ruchu turystycznego; szczególne emocje przeżyjemy, schodząc po stromej skalnej ścianie w głąb Łabskiego Kotła wzdłuż wodospadu Łaby. Zajrzymy też do zakładów przemysłowych — witriolejni (wytwórni kwasu siarkowego) w Szklarskiej Porębie, kopalni cyny w Cinovcu i srebra we Freibergu, rtęciowni srebra w saskim Halsbrück. Całości dopełniają kolorowe ilustracje autorstwa grafika z epoki, Daniela Bergera. Książka ukazuje się w serii Navigare necesse est — historycznych relacji podróżniczych z obszaru Sudetów, Śląska i okolic.
(…)
Jest tak, mój drogi Jakubie, jakbym tu w górach, w drewnianej chacie, którą zowią Śląską Baudą, na poły oderwał się już od ziemskiego życia. Otwieram okienko i widzę dzicz, gdzie kamienie wymieniają się z rzadką trawą, skały ze śniegiem, a kosodrzewina z niżej stojącym lasem. W całej okolicy panuje śmiertelna cisza, „ni ptak z gałęzi nie ćwierka, ni motyl nektaru z lilij nie spija”, tylko wiatr wieje melancholijnie po stromym zboczu. Zamieszkały świat leży niewyraźny daleko w dole, niczym obrazek-miniatura, który z oddali wydaje się oku nieczytelny i zamazany. Kto kurczowo się spraw ziemskich trzymając nigdy nie odnalazł siebie i rewolucji pragnie, co rozwieje mgłę spowijającą jego duszę, ten przebywa na tych wyżynach, a ogrom otaczającej go przyrody stopniowo wzbudzi w nim głębszą refleksję; kogo tam na dole dręczy plaga religijnej nietolerancji, ten wspina się w ten wyższy rejon, gdzie ona nie sięga; kogo nadmiar potrzeb tam na dole uczynił biedakiem, ten mężnie je porzuca, buduje sobie tu chatę i staje się bogaty.
Piszę ten list w Śląskiej Baudzie; wspięliśmy się bowiem już na Śnieżkę i przeszliśmy większą część grzbietu. Opuściliśmy Jelenią Górę 29-tego dopiero o pół do siódmej wieczorem, by dotrzeć do Karpacza, wioski odległej od miasta o trzy godziny drogi i położonej u stóp Śnieżki. Szło się cały czas lekko pod górę. Mija się kilka wiosek, a mianowicie Staniszów i Miłków. Okolica usiana jest skalistymi pagórkami i większymi wzniesieniami. Sądząc po wielu dużych wsiach, zaludnienie tu, tak jak i w całej Kotlinie Jeleniogórskiej, zdaje się niezwykle duże, uprawy rolne prezentują się wyśmienicie.Moja podróż po ojczyźnie: z Turyngii w Góry Olbrzymie aż po źródła Łaby i przez Czechy w Góry Kruszcowe
72,00 zł z
Książka stanowi relację z wyprawy odbytej przez „dziadka współczesnej gimnastyki” Johanna Christopha Friedricha GutsMuthsa (1759–1839) w towarzystwie grupy uczniów w 1796 roku. Wraz z autorem odwiedzimy m.in. Bolesławiec, Świeradów, Szklarską Porębę, Cieplice, Jelenią Górę, Adršpach, Hostinné, Turnov, Pragę, Teplice i Freiburg, a także powędrujemy przez Góry Izerskie i Karkonosze, poznając ich mieszkańców i zakątki niedostępne dziś dla ruchu turystycznego; szczególne emocje przeżyjemy, schodząc po stromej skalnej ścianie w głąb Łabskiego Kotła wzdłuż wodospadu Łaby. Zajrzymy też do zakładów przemysłowych — witriolejni (wytwórni kwasu siarkowego) w Szklarskiej Porębie, kopalni cyny w Cinovcu i srebra we Freibergu, rtęciowni srebra w saskim Halsbrück. Całości dopełniają kolorowe ilustracje autorstwa grafika z epoki, Daniela Bergera. Książka ukazuje się w serii Navigare necesse est — historycznych relacji podróżniczych z obszaru Sudetów, Śląska i okolic.
(…)
Jest tak, mój drogi Jakubie, jakbym tu w górach, w drewnianej chacie, którą zowią Śląską Baudą, na poły oderwał się już od ziemskiego życia. Otwieram okienko i widzę dzicz, gdzie kamienie wymieniają się z rzadką trawą, skały ze śniegiem, a kosodrzewina z niżej stojącym lasem. W całej okolicy panuje śmiertelna cisza, „ni ptak z gałęzi nie ćwierka, ni motyl nektaru z lilij nie spija”, tylko wiatr wieje melancholijnie po stromym zboczu. Zamieszkały świat leży niewyraźny daleko w dole, niczym obrazek-miniatura, który z oddali wydaje się oku nieczytelny i zamazany. Kto kurczowo się spraw ziemskich trzymając nigdy nie odnalazł siebie i rewolucji pragnie, co rozwieje mgłę spowijającą jego duszę, ten przebywa na tych wyżynach, a ogrom otaczającej go przyrody stopniowo wzbudzi w nim głębszą refleksję; kogo tam na dole dręczy plaga religijnej nietolerancji, ten wspina się w ten wyższy rejon, gdzie ona nie sięga; kogo nadmiar potrzeb tam na dole uczynił biedakiem, ten mężnie je porzuca, buduje sobie tu chatę i staje się bogaty.
Piszę ten list w Śląskiej Baudzie; wspięliśmy się bowiem już na Śnieżkę i przeszliśmy większą część grzbietu. Opuściliśmy Jelenią Górę 29-tego dopiero o pół do siódmej wieczorem, by dotrzeć do Karpacza, wioski odległej od miasta o trzy godziny drogi i położonej u stóp Śnieżki. Szło się cały czas lekko pod górę. Mija się kilka wiosek, a mianowicie Staniszów i Miłków. Okolica usiana jest skalistymi pagórkami i większymi wzniesieniami. Sądząc po wielu dużych wsiach, zaludnienie tu, tak jak i w całej Kotlinie Jeleniogórskiej, zdaje się niezwykle duże, uprawy rolne prezentują się wyśmienicie.
