Add to Wishlist
Baudy i ich mieszkańcy. Historia schronisk zachodnich Karkonoszy
Publisher: Wielka Izera
65,00 zł z VAT
Wysyłka zazwyczaj w ciągu 24h
Bezpieczna płatność
Category:
Książki
Podobne produkty
Panteon Karkonoszy
69,00 zł z VAT
WSTĘP
Hora fugit Mors venit Umbra transit Lux manet
Gdy przechodzimy obok niewielkich cmentarzy, czy nawet okazałych nekropolii, zazwyczaj zamyślamy się na krótką chwilę nad ulotnością ludzkiego życia i podążamy dalej. A przecież w takich właśnie miejscach ogniskuje się jak w soczewce historia okolicy, regionu, a nawet kraju. Któż nie słyszał o Cementerio de la Recoleta w Buenos Aires, Cimetiere du Pere-Lachaise w Paryżu czy Cmentarzu Lyczakowskim we Lwowie. Cmentarze bowiem nie są — i nigdy nie były — jedynie przestrzenią, w której chowani są zmarli. To także przestrzeń, w której grzebane są osobiste historie sukcesów i porażek, zwykłej monotonii życia, a często i tajemnice, które dyskretnie wplatają się w misterną tkaninę dziejów kultury danego regionu. „Panteon Karkonoszy”, czyli cmentarz w Szklarskiej Porębie Dolnej, miejsce, gdzie spoczywają koryfeusze niemieckiej kultury i sztuki, których dokonaniami do dziś delektuje się nie tylko kultura niemiecka czy polska, ale i światowa, posiada jednakże jeszcze jedną, szczególnie wartościową cechę. Nekropolia ta jest mianowicie niezwykłą przestrzenią rozmowy kultur, szczególnie niemieckiej i polskiej, i to od długiego już czasu, gdy po rozstrzygnięciach spowodowanych przez II wojnę światową staliśmy się depozytariuszami śląskiego dziedzic-twa kulturowego. Z niejakim zażenowaniem trzeba w tym miejscu skonstatować, że nie udało się zachować tego cmentarza w dobrym stanie, choć na przestrzeni lat nie brakło pasjonatów pragnących ratować tę niezwykle cenną nekropolię. Jednym z nich był niezapomniany Przemysław Wiater, wybitny regionalista, znawca i piewca historii Karkonoszy. To właśnie on już w latach 90. ubiegłego wieku sporządził pełną inwentaryzację wszystkich znajdujących się tu nagrobków. Na przestrzeni wielu lat podejmowano także próby debat społecznych, celem stworzenia spójnego planu odrestaurowania nekropolii. Jednym z ciekawych
Panteon Karkonoszy
69,00 zł z VAT
WSTĘP
Hora fugit Mors venit Umbra transit Lux manet
Gdy przechodzimy obok niewielkich cmentarzy, czy nawet okazałych nekropolii, zazwyczaj zamyślamy się na krótką chwilę nad ulotnością ludzkiego życia i podążamy dalej. A przecież w takich właśnie miejscach ogniskuje się jak w soczewce historia okolicy, regionu, a nawet kraju. Któż nie słyszał o Cementerio de la Recoleta w Buenos Aires, Cimetiere du Pere-Lachaise w Paryżu czy Cmentarzu Lyczakowskim we Lwowie. Cmentarze bowiem nie są — i nigdy nie były — jedynie przestrzenią, w której chowani są zmarli. To także przestrzeń, w której grzebane są osobiste historie sukcesów i porażek, zwykłej monotonii życia, a często i tajemnice, które dyskretnie wplatają się w misterną tkaninę dziejów kultury danego regionu. „Panteon Karkonoszy”, czyli cmentarz w Szklarskiej Porębie Dolnej, miejsce, gdzie spoczywają koryfeusze niemieckiej kultury i sztuki, których dokonaniami do dziś delektuje się nie tylko kultura niemiecka czy polska, ale i światowa, posiada jednakże jeszcze jedną, szczególnie wartościową cechę. Nekropolia ta jest mianowicie niezwykłą przestrzenią rozmowy kultur, szczególnie niemieckiej i polskiej, i to od długiego już czasu, gdy po rozstrzygnięciach spowodowanych przez II wojnę światową staliśmy się depozytariuszami śląskiego dziedzic-twa kulturowego. Z niejakim zażenowaniem trzeba w tym miejscu skonstatować, że nie udało się zachować tego cmentarza w dobrym stanie, choć na przestrzeni lat nie brakło pasjonatów pragnących ratować tę niezwykle cenną nekropolię. Jednym z nich był niezapomniany Przemysław Wiater, wybitny regionalista, znawca i piewca historii Karkonoszy. To właśnie on już w latach 90. ubiegłego wieku sporządził pełną inwentaryzację wszystkich znajdujących się tu nagrobków. Na przestrzeni wielu lat podejmowano także próby debat społecznych, celem stworzenia spójnego planu odrestaurowania nekropolii. Jednym z ciekawych
De re metallica libri XII Georgius Agricola. O górnictwie i hutnictwie. Dwanaście ksiąg
70,00 zł z VAT
Książka w języku polskim.
Ze wstępu
Georgius Agricola, a właściwie Georg Bauer (Pauer), urodził się 24 marca 1494 r. w Glauchau w Saksonii. Studia rozpoczął w Lipsku, później uczył w Zwickau (1518–1522). Od 1524 r. we Włoszech, najpierw w Wenecji, później studiował w Bolonii i Padwie. W latach 1527–1531 był lekarzem górniczym w Jachymowie (Joachimsthal) w Czechach. Od 1531 r. mieszkał w Chemnitz, gdzie był lekarzem i burmistrzem. Zmarł 21 listopada 1555 r. Pracując w Jachymowie, zapoznał się z górnictwem praktycznie, co zaowocowało licznymi pracami, które na ten temat napisał: w 1545 r. De natura eorum quae effhunt ex terra, w 1546 r. De natura fossilium, De veteribus et novis metallis i Verum metallicarum interpretatio, w 1548 r. De animatibus subterraneis, a w 1550 r., w 12 tygodni, ukończył swoje najsłynniejsze dzieło De re metallica. Tę ostatnią pracę wydano po łacinie, w Bazylei w 1556 r. Oprócz wspaniałych opisów zawierała 273 drzeworyty, doskonale ilustrujące narzędzia i pracę ówczesnych górników. Dzieło było tak ważne dla ludzi zajmujących się górnictwem i hutnictwem, że już w 1557 r. ukazało się w języku niemieckim, w przekładzie Filipa Becha, a pod koniec XVI w. w języku włoskim. Jako swego rodzaju podręcznik, było ciągle wznawiane (m.in. w 1657 r.). Jedno z takich wydań polecił zakupić do swojej biblioteki król polski Zygmunt August. Zachował się rachunek, według którego za 2 zł i 21 groszy nabył je dla władcy Just Ludwik Dejc (Decjusz).
De re metallica libri XII Georgius Agricola. O górnictwie i hutnictwie. Dwanaście ksiąg
70,00 zł z VAT
Książka w języku polskim.
Ze wstępu
Georgius Agricola, a właściwie Georg Bauer (Pauer), urodził się 24 marca 1494 r. w Glauchau w Saksonii. Studia rozpoczął w Lipsku, później uczył w Zwickau (1518–1522). Od 1524 r. we Włoszech, najpierw w Wenecji, później studiował w Bolonii i Padwie. W latach 1527–1531 był lekarzem górniczym w Jachymowie (Joachimsthal) w Czechach. Od 1531 r. mieszkał w Chemnitz, gdzie był lekarzem i burmistrzem. Zmarł 21 listopada 1555 r. Pracując w Jachymowie, zapoznał się z górnictwem praktycznie, co zaowocowało licznymi pracami, które na ten temat napisał: w 1545 r. De natura eorum quae effhunt ex terra, w 1546 r. De natura fossilium, De veteribus et novis metallis i Verum metallicarum interpretatio, w 1548 r. De animatibus subterraneis, a w 1550 r., w 12 tygodni, ukończył swoje najsłynniejsze dzieło De re metallica. Tę ostatnią pracę wydano po łacinie, w Bazylei w 1556 r. Oprócz wspaniałych opisów zawierała 273 drzeworyty, doskonale ilustrujące narzędzia i pracę ówczesnych górników. Dzieło było tak ważne dla ludzi zajmujących się górnictwem i hutnictwem, że już w 1557 r. ukazało się w języku niemieckim, w przekładzie Filipa Becha, a pod koniec XVI w. w języku włoskim. Jako swego rodzaju podręcznik, było ciągle wznawiane (m.in. w 1657 r.). Jedno z takich wydań polecił zakupić do swojej biblioteki król polski Zygmunt August. Zachował się rachunek, według którego za 2 zł i 21 groszy nabył je dla władcy Just Ludwik Dejc (Decjusz).
Perły znad Kwisy
42,00 zł z VAT
W tej książce znany badacz i dokumentalista Janusz Skowroński pisze m.in. o
– poławianiu pereł słodkowodnych w Kwisie w XVI-XIX w.,
– budowie dwóch zapór na Kwisie: w okolicach Leśnej, u podnóża zamku Czocha (ukończona w 1905 r.) i w Złotnikach (ukończona w 1924 r.),
– losach robotników przymusowych z Luksemburga, przyzwiezionych na Dolny Śląsk w 1942 r. na skutek represji niemieckich po zorganizowaniu 30 VIII 1942 r. strajku generalnego w Luksemburgu,
– historii pałacu w Biedrzychowicach, gdzie mieściła się jedna ze skrytek dzieł sztuki przygotowana na polecenie generalnego konserwatora Prowincji Śląskiej G. Grundmanna,
– dziejach zamku w Świeciu między Leśna i Świeradowem-Zdrojem,
– nowych ustaleniach w sprawie tajemnic zamku Czocha,
– nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach śmierci Henryka Lambora, pod koniec wojny przypuszczalnie komendanta żandarmerii AK na region południowej Polski, a w 1945 r. prawdopodobnie szefa utworzonego w Lubaniu III Rejonu Inspektoratu Górnośląskiego WiN, wchodzącego w skład tzw. Eksterytorialnego Okręgu Lwowskiego,
– sztolniach wykutych przez Niemców pod Górą Zamkowa w Lubaniu,
– odnalezionych przez J. Skowrońskiego nieznanych listach mjr. H. Sucharskiego, komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, do siostrzenicy Natalii, świadczących o głębokiej religijności majora,
– zapomnianym obrońcy Westerplatte, strz. Bolesławie Horbaczu, który po wojnie osiadł w Zarębie koło Lubania,
– podróży kard. Karola Wojtyły na Łużyce w 1972 r., gdzie spotkał się z przedstawicielami Kościoła prowadzącymi pracę duszpasterską wśród Serbołużyczan.
Ogromnie cennym dodatkiem do książki jest reprodukcja przełożonej na j. polski niemieckiej publikacji z 1925 r., wydanej z okazji ukończenia budowy zapory w Złotnikach na Kwisie, w której dokładnie opisano tę zaporę oraz zaporę w pobliżu Leśnej. Zamieszczono dokładne rysunki konstrukcyjne obu zapór, które nigdy później nie zostały opublikowane… Dotyczy to zwłaszcza okresu Polski Ludowej, gdy wszelkie zdjęcia i rysunki zapór wodnych objęte były ścisłą tajemnicą.
Perły znad Kwisy
42,00 zł z VAT
W tej książce znany badacz i dokumentalista Janusz Skowroński pisze m.in. o
– poławianiu pereł słodkowodnych w Kwisie w XVI-XIX w.,
– budowie dwóch zapór na Kwisie: w okolicach Leśnej, u podnóża zamku Czocha (ukończona w 1905 r.) i w Złotnikach (ukończona w 1924 r.),
– losach robotników przymusowych z Luksemburga, przyzwiezionych na Dolny Śląsk w 1942 r. na skutek represji niemieckich po zorganizowaniu 30 VIII 1942 r. strajku generalnego w Luksemburgu,
– historii pałacu w Biedrzychowicach, gdzie mieściła się jedna ze skrytek dzieł sztuki przygotowana na polecenie generalnego konserwatora Prowincji Śląskiej G. Grundmanna,
– dziejach zamku w Świeciu między Leśna i Świeradowem-Zdrojem,
– nowych ustaleniach w sprawie tajemnic zamku Czocha,
– nie wyjaśnionych do dziś okolicznościach śmierci Henryka Lambora, pod koniec wojny przypuszczalnie komendanta żandarmerii AK na region południowej Polski, a w 1945 r. prawdopodobnie szefa utworzonego w Lubaniu III Rejonu Inspektoratu Górnośląskiego WiN, wchodzącego w skład tzw. Eksterytorialnego Okręgu Lwowskiego,
– sztolniach wykutych przez Niemców pod Górą Zamkowa w Lubaniu,
– odnalezionych przez J. Skowrońskiego nieznanych listach mjr. H. Sucharskiego, komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, do siostrzenicy Natalii, świadczących o głębokiej religijności majora,
– zapomnianym obrońcy Westerplatte, strz. Bolesławie Horbaczu, który po wojnie osiadł w Zarębie koło Lubania,
– podróży kard. Karola Wojtyły na Łużyce w 1972 r., gdzie spotkał się z przedstawicielami Kościoła prowadzącymi pracę duszpasterską wśród Serbołużyczan.
Ogromnie cennym dodatkiem do książki jest reprodukcja przełożonej na j. polski niemieckiej publikacji z 1925 r., wydanej z okazji ukończenia budowy zapory w Złotnikach na Kwisie, w której dokładnie opisano tę zaporę oraz zaporę w pobliżu Leśnej. Zamieszczono dokładne rysunki konstrukcyjne obu zapór, które nigdy później nie zostały opublikowane… Dotyczy to zwłaszcza okresu Polski Ludowej, gdy wszelkie zdjęcia i rysunki zapór wodnych objęte były ścisłą tajemnicą.
Moja podróż po ojczyźnie: z Turyngii w Góry Olbrzymie aż po źródła Łaby i przez Czechy w Góry Kruszcowe
72,00 zł z VAT
Książka stanowi relację z wyprawy odbytej przez „dziadka współczesnej gimnastyki” Johanna Christopha Friedricha GutsMuthsa (1759–1839) w towarzystwie grupy uczniów w 1796 roku. Wraz z autorem odwiedzimy m.in. Bolesławiec, Świeradów, Szklarską Porębę, Cieplice, Jelenią Górę, Adršpach, Hostinné, Turnov, Pragę, Teplice i Freiburg, a także powędrujemy przez Góry Izerskie i Karkonosze, poznając ich mieszkańców i zakątki niedostępne dziś dla ruchu turystycznego; szczególne emocje przeżyjemy, schodząc po stromej skalnej ścianie w głąb Łabskiego Kotła wzdłuż wodospadu Łaby. Zajrzymy też do zakładów przemysłowych — witriolejni (wytwórni kwasu siarkowego) w Szklarskiej Porębie, kopalni cyny w Cinovcu i srebra we Freibergu, rtęciowni srebra w saskim Halsbrück. Całości dopełniają kolorowe ilustracje autorstwa grafika z epoki, Daniela Bergera. Książka ukazuje się w serii Navigare necesse est — historycznych relacji podróżniczych z obszaru Sudetów, Śląska i okolic.
(…)
Jest tak, mój drogi Jakubie, jakbym tu w górach, w drewnianej chacie, którą zowią Śląską Baudą, na poły oderwał się już od ziemskiego życia. Otwieram okienko i widzę dzicz, gdzie kamienie wymieniają się z rzadką trawą, skały ze śniegiem, a kosodrzewina z niżej stojącym lasem. W całej okolicy panuje śmiertelna cisza, „ni ptak z gałęzi nie ćwierka, ni motyl nektaru z lilij nie spija”, tylko wiatr wieje melancholijnie po stromym zboczu. Zamieszkały świat leży niewyraźny daleko w dole, niczym obrazek-miniatura, który z oddali wydaje się oku nieczytelny i zamazany. Kto kurczowo się spraw ziemskich trzymając nigdy nie odnalazł siebie i rewolucji pragnie, co rozwieje mgłę spowijającą jego duszę, ten przebywa na tych wyżynach, a ogrom otaczającej go przyrody stopniowo wzbudzi w nim głębszą refleksję; kogo tam na dole dręczy plaga religijnej nietolerancji, ten wspina się w ten wyższy rejon, gdzie ona nie sięga; kogo nadmiar potrzeb tam na dole uczynił biedakiem, ten mężnie je porzuca, buduje sobie tu chatę i staje się bogaty.
Piszę ten list w Śląskiej Baudzie; wspięliśmy się bowiem już na Śnieżkę i przeszliśmy większą część grzbietu. Opuściliśmy Jelenią Górę 29-tego dopiero o pół do siódmej wieczorem, by dotrzeć do Karpacza, wioski odległej od miasta o trzy godziny drogi i położonej u stóp Śnieżki. Szło się cały czas lekko pod górę. Mija się kilka wiosek, a mianowicie Staniszów i Miłków. Okolica usiana jest skalistymi pagórkami i większymi wzniesieniami. Sądząc po wielu dużych wsiach, zaludnienie tu, tak jak i w całej Kotlinie Jeleniogórskiej, zdaje się niezwykle duże, uprawy rolne prezentują się wyśmienicie.Moja podróż po ojczyźnie: z Turyngii w Góry Olbrzymie aż po źródła Łaby i przez Czechy w Góry Kruszcowe
72,00 zł z VAT
Książka stanowi relację z wyprawy odbytej przez „dziadka współczesnej gimnastyki” Johanna Christopha Friedricha GutsMuthsa (1759–1839) w towarzystwie grupy uczniów w 1796 roku. Wraz z autorem odwiedzimy m.in. Bolesławiec, Świeradów, Szklarską Porębę, Cieplice, Jelenią Górę, Adršpach, Hostinné, Turnov, Pragę, Teplice i Freiburg, a także powędrujemy przez Góry Izerskie i Karkonosze, poznając ich mieszkańców i zakątki niedostępne dziś dla ruchu turystycznego; szczególne emocje przeżyjemy, schodząc po stromej skalnej ścianie w głąb Łabskiego Kotła wzdłuż wodospadu Łaby. Zajrzymy też do zakładów przemysłowych — witriolejni (wytwórni kwasu siarkowego) w Szklarskiej Porębie, kopalni cyny w Cinovcu i srebra we Freibergu, rtęciowni srebra w saskim Halsbrück. Całości dopełniają kolorowe ilustracje autorstwa grafika z epoki, Daniela Bergera. Książka ukazuje się w serii Navigare necesse est — historycznych relacji podróżniczych z obszaru Sudetów, Śląska i okolic.
(…)
Jest tak, mój drogi Jakubie, jakbym tu w górach, w drewnianej chacie, którą zowią Śląską Baudą, na poły oderwał się już od ziemskiego życia. Otwieram okienko i widzę dzicz, gdzie kamienie wymieniają się z rzadką trawą, skały ze śniegiem, a kosodrzewina z niżej stojącym lasem. W całej okolicy panuje śmiertelna cisza, „ni ptak z gałęzi nie ćwierka, ni motyl nektaru z lilij nie spija”, tylko wiatr wieje melancholijnie po stromym zboczu. Zamieszkały świat leży niewyraźny daleko w dole, niczym obrazek-miniatura, który z oddali wydaje się oku nieczytelny i zamazany. Kto kurczowo się spraw ziemskich trzymając nigdy nie odnalazł siebie i rewolucji pragnie, co rozwieje mgłę spowijającą jego duszę, ten przebywa na tych wyżynach, a ogrom otaczającej go przyrody stopniowo wzbudzi w nim głębszą refleksję; kogo tam na dole dręczy plaga religijnej nietolerancji, ten wspina się w ten wyższy rejon, gdzie ona nie sięga; kogo nadmiar potrzeb tam na dole uczynił biedakiem, ten mężnie je porzuca, buduje sobie tu chatę i staje się bogaty.
Piszę ten list w Śląskiej Baudzie; wspięliśmy się bowiem już na Śnieżkę i przeszliśmy większą część grzbietu. Opuściliśmy Jelenią Górę 29-tego dopiero o pół do siódmej wieczorem, by dotrzeć do Karpacza, wioski odległej od miasta o trzy godziny drogi i położonej u stóp Śnieżki. Szło się cały czas lekko pod górę. Mija się kilka wiosek, a mianowicie Staniszów i Miłków. Okolica usiana jest skalistymi pagórkami i większymi wzniesieniami. Sądząc po wielu dużych wsiach, zaludnienie tu, tak jak i w całej Kotlinie Jeleniogórskiej, zdaje się niezwykle duże, uprawy rolne prezentują się wyśmienicie.
